2021/02/02
Bre_3

25 Jan 2021

2019/07/02
wsch_2e

Galeria WSCHÓD
Warszawa
6.07-7.09.2019

Pure pleasure

It comes and goes. In time or in space. Returns with hardly any memory of the past, never knowing the future. Pure pleasure will neither be stopped, nor cares to last. Sometimes sudden and explosive, other times creepy. By definition temporary, ad hoc, nonadjacent.

As for lust for pleasure and the tensity felt when painting in that state of spirit – do they fade away or leave their trace on those very paintings? And if there was an algorithm for measuring the pleasure of creation, would it contain that specific pleasure deriving from the mere proximity to a painting?

Pleasure is pure and innocent. It is the quest for it that leads us astray. It leads to peculiarities; coops up in the world of circles, checkers, spots and lines. In an attempt to portray those bizarre states experienced when tracking pleasure, the artist himself falls into weirdness. Reality has slipped off the canvas. Is there a way to step back into the frames, to see those pictures anew by following the circular structure of time? That structure which, through overlaying circles, re-establishes the specific gravity of pleasure.

Paintings shown at this exhibition were created when the artist – Jarosław Fliciński was at the same age as the gallerist – Piotr Drewko is now. Does this bending of time make its passage at least a bit less cruel? Does the passage of time change the shape of pleasure? The one experienced by the artist when his enthusiasm and an imperative bordering with the fear of entering a new reality, pushed him towards his Jumps into Water. What is left of that pleasure today, when the theme of water – or rather of its absence – returns? How does it compare to the pleasure of painting roads, roundabouts, houses, barely visible cities that have been transformed in time just as the cities the artist used to visit or live in?

Those paintings that were shifted in time, pleasured in different spaces, that slid off the walls, disappeared, now come forward again. For the first time at Galeria Wschód in Warsaw.

Ula Ryciak, June 11, 2019

2019/07/02
wsch_3

Galeria WSCHÓD
Warszawa
6.07-7.09.2019

Czysta Przyjemność

Pojawia się i instynktownie znika. W przestrzeni albo w czasie. Kiedy powraca, nie zawsze pamięta jaka była, nigdy nie wie jaka będzie. Czysta przyjemność nie pozwala się zatrzymać, nie ma ambicji, by trwać. Raz jest nagła, eksplozywna, innym razem pełzająca. Jej właściwością jest przygodność, doraźność i nieciągłość.

Czy pożądanie przyjemności i napięcie związane z tworzeniem towarzyszących temu pożądaniu obrazów stygnie, czy daje się utrwalić w samym obrazie? Czy algorytm do pomiaru przyjemności z tworzenia, gdyby istniał, uwzględniałby przyjemność obcowania z samym obrazem?

Przyjemność jest czysta, niewinna. Zwodzi nas raczej jej natarczywe poszukiwanie. To ono prowadzi do dziwactw. Zamyka w świecie kół, krat, plam, linii. Artysta, próbując opisać dziwne stany, które towarzyszą tropieniu przyjemności sam wdaje się w dziwność. Rzeczywistość wyszła już z płaskich obrazów, czy da się jeszcze do nich wejść, zobaczyć je na nowo, poruszając się po kolistej strukturze czasu, która przez nakładające się na siebie okręgi odtwarza ciężar właściwy przyjemności?

Prezentowane na wystawie obrazy powstały w okresie, gdy artysta Jarosław Fliciński był w tym samym wieku, w którym teraz jest prezentujący je galerzysta Piotr Drewko. Czy to wygięcie czasu pozwala porzucić na chwilę okrucieństwo jego upływu? Czy upływ czasu zmienia kształt przyjemności? Tej, która towarzyszyła artyście wtedy, gdy entuzjazm i imperatyw graniczący z lękiem wejścia w nową rzeczywistość pchał go ku Skokom do wody. Czym jest ta przyjemność dziś, gdy znowu jest o wodzie, a raczej o jej braku? Jaki wariant przyjemności z tworzenia na obrazach dróg, rond, domów, nie całkiem widzialnych miast, które przeobraziły się w czasie, jak miasta, w których przez lata artysta żył lub bywał, przedarł się do chwili obecnej?

Obrazy, które przesuwały się w czasie, doznawały przyjemności w różnych przestrzeniach, zsuwały się ze ścian, zanikały, wysuwają się na nowo. Po raz pierwszy w Galerii Wschód w Warszawie.

Ula Ryciak 11.06.2019

2019/07/02

24 V 2019 – 10 VIII 2019
THE BEGINNING AND THE END

https://www.ggm.gda.pl/en,0,0,2092,The_Beginning_and_The_End,0,0,index.php

Place: Gdańska Galeria Miejska 2, ul. Powroźnicza 13/15
Openning: 24.05 godz. 18.00
Exhibition: 24.05–10.08.2019
Artists: Paweł Althamer, Alberto Baraya, Jarosław Fliciński, Barbora Kleinhamplová, Diana Lelonek, Honorata Martin, The Otolith Group, Ewa Partum, Slavs and Tatars, Tran Tuan and Hoang Ngoc Tu, Piotr Urbaniec
Curator: Patrycja Ryłko

draw_19_02_cebw

Jarosław Fliciński’s You Know Something’s On, But You Don’t Know What is a series of fourteen gouaches from February 2019. Don’t be mistaken by their formal similarity to his Jumps into the Water from 1993-1994. Those are different works altogether. Made with a different experience, from a different perspective, and for utterly different reasons. And that they are still similar, that’s possible. To experience wonder one doesn’t necessarily need experiments and a trip full of adventures. We know there is a surer and swifter way for this. You just need to keep looking at the same object until you get the feeling that you’ve never seen it before.

Jarosław Fliciński (b. 1963) lives and works in Warsaw. He graduated from the Academy of Fine Arts in Gdansk. Fliciński takes special interest in formal necessities. His practice is almost radical, often considered as non-narrative, non-literary and non-descriptive. He does paint, but his paintings communicate nothing but a state of flux, constantly investigating relational order and chaos, regularity and irregularity. He goes beyond his large canvasses spread on the walls to move onto the walls themselves and shuttles between smooth surfaces and industrial bent aluminium. He works with scale and its substance, always revolving around his own gesture as the main point of reference. This expressive force refers also to the limits of his chosen medium and the space he works with. He identifies and explores places and senses in-between, while often operating on the margins. After all, the artist himself chose to live on the fringes of the European continent in Portugal and Poland. Fliciński finds coherent aesthetics only to deny it immediately, since he derives pleasure from redoing things and searching through the corresponding densities of patterns and colours. At one point, he concentrates on the rigid and symmetrical seriousness of objects, but the next moment he turns to the effortlessly fluctuating colours and desires – never shutting the door for further possibilities and chances. The artist‘s formal explorations betray almost existential qualities. Fliciński permanently questions his own artistic vocabulary, extending his practice from the canvas to the wall, from necessary rigid patterns to unnecessary found objects.

Patrycja Ryłko

2019/07/02

24 V 2019 – 10 VIII 2019
POCZĄTEK I KONIEC | THE BEGINNING AND THE END

https://www.ggm.gda.pl/pl,0,0,2079,Poczatek_i_koniec,0,0,index.php

Miejsce: Gdańska Galeria Miejska 2, ul. Powroźnicza 13/15
Wernisaż: 24.05 godz. 18.00
Wystawa: 24.05–10.08.2019
Artyści: Paweł Althamer, Alberto Baraya, Jarosław Fliciński, Barbora Kleinhamplová, Diana Lelonek, Honorata Martin, The Otolith Group, Ewa Partum, Slavs and Tatars, Tran Tuan and Hoang Ngoc Tu, Piotr Urbaniec
Kuratorka: Patrycja Ryłko

draw_19_02_be_bw

Niech nie zmyli nikogo formalne podobieństwo tych prac ze Skokami do Wody, pracami tego samego autora z lat 1993-1994. To zupełnie inne prace. Powstają z innym doświadczeniem, z innej perspektywy i z zupełnie innych powodów. A, że są nadal podobne, być może. Aby przeżyć zdumienie nie koniecznie trzeba eksperymentów i podróży pełnej przygód. Wiemy, że istnieje najpewniejszy i najszybszy na to sposób. Wystarczy bez obawy wbijać wzrok ciągle w ten sam przedmiot, aż w pewnej chwili wyda się nam, że nigdy go jeszcze nie widzieliśmy.

Jarosław Fliciński (ur. 1963) mieszka i pracuje w Warszawie. Ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Gdańsku. W sztuce interesują go konieczności formalne. Jego twórczość jest niemalże radykalna, często uważana za nienarratywną i nieopisową. Maluje, ale jego obrazy komunikują jedynie stan płynności, nieustająco badając relacyjny porządek i chaos, regularność i nieregularność. Wychodzi poza swoje duże płótna rozpostarte na ścianach, by malować na samej ścianie, po czym przeskakuje od gładkich powierzchni do przemysłowego giętego aluminium i z powrotem. Pracuje ze skalą i jej substancją, zawsze traktując własny gest jako główny punkt odniesienia. Ta ekspresywna siła odwołuje się również do granic wybranego przezeń medium i przestrzeni, z którą pracuje. Fliciński identyfikuje i bada miejsca i stany ‘pomiędzy’, często działając na marginesach. Na miejsce zamieszkania wybrał przecież krańce europejskiego kontynentu: Portugalię i Polskę.
Fliciński znajduje spójną estetykę tylko po to, by zaraz jej zaprzeczyć, czerpie bowiem przyjemność z przerabiania rzeczy już zrobionych i przeszukiwania odpowiadających sobie gęstości wzorów i barw. W jednej chwili skupia się na sztywnej i symetrycznej powadze przedmiotów, lecz już w następnej zwraca się ku swobodnie fluktuującym barwom i pragnieniom – nigdy nie zamykając się na dalsze możliwości i szanse. Jego poszukiwania formalne ujawniają walor niemalże egzystencjalny. Fliciński nieustannie kwestionuje własny słownik artystyczny, wychodząc poza płótno na ścianę, od koniecznych sztywnych wzorów do niepotrzebnych znalezionych przedmiotów.

Patrycja Ryłko

2017/03/18

Akademia Sztuk Pięknych w Gdańsku
Zbrojownia Sztuki
Targ Węglowy 6, Gdańsk
24.02-19.03.2017
kurator: Robert Jarosz

web_north2

Wystawa Jarosława Flicińskiego “North isn’t South / Północ nie jest Południem” jest pierwszą publiczną prezentacją prac video powstałych w latach 1992-2002. Pokaz prac w historycznym budynku gdańskiej Zbrojowni należącym do Akademii Sztuk Pięknych jest szczególną sytuacją dla artysty, który ukończył studia na Wydziale Malarstwa PWSSP w 1991 roku.

Fliciński postrzegany wyłącznie jako malarz, przez lata rejestrował wizualne i dźwiękowe aspekty rzeczywistości m.in. w Gdyni, Schaffhausen i Marfie. Filmy towarzyszyły powstawaniu ważnych cykli malarskich Flicińskiego takich jak Skoki Do Wody (1992-1994) i Ściany (od 2000), ściśle z nimi korespondując. Swoje anarracyjne formy filmowe artysty zbudował na opozycji między statycznym a ruchomym, a jego kontemplacyjne realizacje noszą cechy ożywionej materii malarskiej.

Czterokanałowej projekcji video towarzyszy występ amerykańskiego performera Williama Fussell’a, który ewokuje stan umysłu Flicińskiego, będąc jego sceniczną projekcją stanu, w którym Gdynia nie jest Marfą, a noc dniem.

2017/03/18

The Academy of Fine Arts in Gdańsk,
The Armoury of Art
Targ Węglowy 6, Gdańsk
24.02-19.03.2017
curator: Robert Jarosz

web_north1

Jarosław Flicinski’s exhibition „North Isn’t South / Północ nie jest Południem is the first public presentation of his video works created in the years 1992-2002. The display in the historical building of the Armoury, which belongs to the Academy of Fine Arts in Gdańsk, is an event of special significance to the artist, who graduated from the Faculty of Painting at PWSSP in 1991.

Fliciński perceived solely as a painter, for years has been recording the visual and sonic aspects of reality, i.a. in Gdynia, Schaffhausen and Marfa. Those videos accompanied the creation of his important cycles of paintings such as Skoki do Wody (1992-1994) and Walls, with which they closely corresponded. The artist based his non-diegetic film forms on the opposition between the static and the mobile, and his contemplative realisations bear resemblance to the living matter of paintings.

The four-channel video projection is accompanied by a show by the American performance artist William Fussell, who creates a stage projection of Flicinski’s state of mind, in which Gdynia isn’t Marfa, and night isn’t day.

2016/10/26

The Visual Park
Poznań Strzeszynek
Galeria ABC
ul. Koszalińska 15

The Star stands on an elevation next to the place where I swam for the very first time. This was on a sweltering July afternoon in the early 1970s. I entered the lake and, in the presence of a few people who did not bother to pay too much attention to me, swam the backstroke, looking at the sky. I felt an overwhelming pleasure of free movement in the water. I distinctly recall my coming to recognise the significance and possibilities of my new movements, which offered me so much unprecedented freedom.
I came to Poznań for one day in the spring of this year. Quite by chance and to my great surprise, an hour later I found myself in Strzeszynek. I saw the same lake, the same meadows, higher trees and bushes, and a changed restaurant, where one could still vicariously recreate its interior from years before.
A telephone rang in my Portuguese home. An old friend of mine felt obliged to notify me about the death of our mutual acquaintance. I also learned that another friend of ours, by the same name, had passed away somewhat earlier. Hardly had our conversation ended when I had already sketched in my mind a design of a star against the sky. This was two weeks prior to my arrival in Poznań.
I was once commissioned a painting from the Flowers series. Once it was completed, I telephoned to say that it was ready. After a moment of silence, I heard a voice in the receiver saying: “My Mom has died”. I went back to the painting and added stars in the empty squares between the flowers. This marked the beginning of the Flowers and Stars series.
I spent the first days of 2001, full of prophesies for the new century, when nothing pointed to the confluence of events to take place soon afterwards, at the home of my friends near Bordeaux. I was taking pictures of the sun. My paintings had shifted to murals composed exclusively of stripes and large circles. Looking at a photograph of a radiant bright sphere, I decided to change the circle into a pointed star. I first cut out a simple drawing in paper and in the morning blew it up on a white wall and filled up with white, shiny paint. The house has stood there until now and one of its walls still features the White Star, but the house has for many years not been the same; it is completely different.
Everything is in a continuous state of flux. To some extent the changes can be foreseen; sometimes their direction can be changed but they cannot be forestalled completely. Reality simmers like a huge ocean of magma and creates ever new structures. Each day, at any given moment someone goes swimming for the first time in their lives or closes their eyes for the last time. We are somewhere in between.

2016/10/26

The Visual Park
Poznań Strzeszynek
Galeria ABC
ul.Koszalińska 15

Gwiazda stoi na wzniesieniu, tuż obok miejsca, gdzie po raz pierwszy popłynąłem. Było to pewnego upalnego lipcowego popołudnia, gdzieś na początku lat 70tych. Wszedłem do jeziora i w obecności kilku osób, które nie zwracały na mnie zbyt dużej uwagi odpłynąłem od brzegu na plecach patrząc w niebo. Poczułem wówczas olbrzymią przyjemność swobodnego poruszania się w wodzie. Pamiętam wyraźnie jak odkrywałem znaczenie i możliwości nowych ruchów dających tyle nieznanej mi dotąd wolności.
Przyjechałem na jeden wieczór do Poznania na wiosnę tego roku. Przypadek sprawił, że godzinę pózniej znalazłem się ku mojemu zaskoczeniu w Strzeszynku. Zobaczyłem to samo jezioro, te same łąki, wyższe drzewa, krzaki i zmienioną restaurację, gdzie wciąż przy odrobinie wyobraźni można odtworzyć jej wnętrze z przed lat.
W moim portugalskim domu zadzwonił telefon. Był to stary przyjaciel, który poczuł się w obowiązku poinformować mnie o śmierci naszej wspólnej koleżanki. Dowiedziałem się też, iż nieco wcześniej odeszła również i inna, o tym samym imieniu. Gdy kończyliśmy rozmowę miałem już naszkicowany w wyobraźni projekt gwiazdy na tle nieba. Było to na dwa tygodnie przed przyjazdem do Poznania.
Kiedyś zamówiono u mnie obraz z serii “Kwiaty”. Gdy był już skończony zadzwoniłem żeby poinformować, że jest gotowy. W słuchawce po chwili ciszy usłyszałem: umarła moja matka. Wróciłem do obrazu i w puste kwadraty pomiędzy kwiatami, domalowałem gwiazdy. To był początek serii “Kwiaty i Gwiazdy”.
Pierwsze dni roku 2001, pełne przepowiedni na nowy wiek, kiedy jeszcze nic nie zapowiadało wielkich zmian, spędzałem w domu przyjaciół w okolicach Bordeaux. Fotografowałem słońce. Moje obrazy przeszły właśnie w murale zbudowane wyłącznie z pasów i dużych kół. Mając przed oczami jedno ze zdjęć rozpromienionej jasnej kuli, postanowiłem koło zamienić na wieloramienną gwiazdę. Prosty rysunek najpierw wyciąłem w papierze, a rano powiększyłem na białej ścianie i wypełniłem białą, błyszczącą farbą. Dom wciąż istnieje fizycznie, na jednej z jego ścian wciąż jaśnieje Biała Gwiazda, jednak dom ten od wielu lat nie jest taki sam, jest zupełnie inny.
Wszystko bezustannie poddawane jest zmianom. Można je w pewien sposób przewidzieć, niekiedy nieco zmienić ich kierunek, jednak nie da się im zupełnie zapobiec. Rzeczywistość kipi jak wielki ocean magmy, tworząc nowe struktury. Każdego dnia, w każdej chwili ktoś, gdzieś płynie pierwszy raz lub zamyka oczy po raz ostatni. My jesteśmy gdzieś pośrodku.

2016/09/15

ĆWICZENIA IDEOLOGICZNE – SKOKI DO WODY
EXERCISES IN IDEOLOGY – JUMPS INTO THE WATER
curator: Robert Jarosz
10.09 – 22.09.2016

web_pamoja

KSIĘGARNIA / WYSTAWA
FUNDACJA RAZEM PAMOJA
Józefińska 9, Kraków
t: +48 123 345 678
www.facebook.com/ksiegarniawystawa
www.ksiegarniawystawa.pl/ksiegarnia.html

Jarosz: W 1992 roku przyszłość rysowała się jeszcze optymistycznie. Niedawno skończyła się zimna wojna, a Polska kąpała się w urokach wczesnego kapitalizmu. Plan Balcerowicza działał, ale szokowa terapia gospodarcza też. Mechanizmy ekonomiczne postawiły kraj na nogi, lecz wielu jego mieszkańców wyrzuciły na margines egzystencji.
Fliciński: Polska przeżywała szybką transformację, żyła w cieniu afer FOZZ, Art-B i sporów polityków o władzę, a w dawnej Jugosławii toczyła się najbardziej krwawa i okrutna wojna współczesnej Europy na tle etnicznym. Najgorsze dopiero miało nastąpić. W tym miejscu czuliśmy bezsilność, która stawała się nieznośna.
Jarosz: Powstały pierwsze obrazy z cyklu Skoki do wody, w których Fliciński – badając rytmiczne sekwencje basenowych kafelków – malował niemożliwe układy perspektywiczne. Któregoś dnia do drzwi pracowni malarza zapukał Gary Hell. Polski Iggy Pop, mityczna postać pierwszego okresu kultury punk i wędrująca ikona trójmiejskich szlaków, najlepsze lata zdawał się mieć już za sobą.
Fliciński: Byliśmy zupełnie inni i to zapewne przyciągało nas najbardziej. Każdy miał coś, czego brakowało drugiemu. Byliśmy wystarczająco naiwni, co kazało nam chcieć tworzyć, a imperatyw tworzenia wzmocniony był po obu stronach intuicją. Nasze widzenie rzeczywistości miało zupełnie abstrakcyjny charakter i każdy postrzegał ją inaczej. Mieliśmy pracownię, pożyczoną kamerę i kilka taśm, kilka płócien, magnetofon kasetowy i niewiele więcej wbrew pozorom.
Jarosz: Historia przyspieszyła. Samochód eksplodował w wieży World Trade Center, a wojna domowa w dawnej Jugosławii weszła w fazę, w której wiadra wydłubanych ludzkich oczu stały się atrybutem mody wśród bałkańskich żołnierzy. Rozpadł się Związek Radziecki. Totalitaryzmy odchodziły w przeszłość, Europa się integrowała, zaś intelektualni szalbierze głosili koniec historii. Gary Hell coraz częściej odwiedzał Jarosława Flicińskiego.
Fliciński: Był jak posłaniec z innego czasu, który wniósł do pracowni gotowy temat. Nie mieszkał wtedy u mnie; wychodził, a ja stawałem przed obrazami. Wracał co kilka dni, jadł, mył się godzinami, spał, zostawał czas jakiś, wymieniał ubranie na inne w mojej szafie i ruszał dalej. Pewnego dnia przyszedł jak zawsze. Zjadł, wykąpał się, stanął przed obiektywem na tle moich obrazów i po jakimś czasie powiedział to, co zawsze chciałem powiedzieć:
Hell: Chciałbym mieć Porsche. Chciałbym pojechać do Zakopanego na jeden dzień. Chciałbym wyjechać z Polski… na dwa… trzy dni.
Jarosz: Zimą 1993 roku wiedzeni artystyczną intuicją Fliciński i Hell rozpoczęli Ćwiczenia Ideologiczne.
Fliciński: Naszym jedynym wspólnym medium było wideo. Zaakceptowaliśmy swoje pozycje i przez to, że niczego nie graliśmy udało nam się zarejestrować coś, co dość trafnie oddaje atmosferę tamtego czasu. Mowa słów została zastąpiona mową gestów. We wszystkich pracach z Gary Hell’em, nie pojawiam się ani razu przed kamerą, tylko moje obrazy są w tle. On zastępuje mnie w sposób idealny. Marzyłem o takiej sytuacji. On gra mnie.
Jarosz: Arno Breker, naczelny rzeźbiarz III Rzeszy, który zamienił nagiego mężczyznę w narzędzie nazistowskiej propagandy, byłby załamany. Niewinne gesty zwyczajnego człowieka bez ubrania rozkładają na atomy chore rojenia o nad-człowieku i kulcie wodza. Gary Hell zdejmuje pseudopoważną zasłonę z totalitarnych gestów i rozbraja propagandę opartą na pogardzie dla ludzi. Tu nikt nikogo nie edukuje, nie przestrzega, nie mobilizuje społecznie i niczego nie manifestuje. Cytryna i bakłażan okazują się silniejsze od heil hitler.
Fliciński: Artysta ma być tylko i wyłącznie sobą. To co robi, ma być jak najbardziej autonomiczne, indywidualne i nikomu do niczego nie potrzebne. Dopiero wtedy ma szansę być autentyczny. To najlepsza lekcja, jaką mogłem sobie wymarzyć i jaką dostałem od Gary’ego. Każdy z nas stoi nad swoim basen, tyle, że ten Gary Hella jest pusty.
Jarosz: Nie tylko jego. Basen, w którym kapała się Polska też. Po skoku na główkę do pustego zbiornika przyszedł ból głowy. Po latach neoliberalnego szaleństwa zapanowała gnoza polityczna i postępuje modernizacja regresywna. Gesty i obawy sprzed dziesięcioleci stają się aktualne.
Fliciński: Przez lata unikałem powrotu do tematu Skoków, będąc niemal pewnym, że jest we mnie nadal aktualny. Nigdy nie zakładałem, że już ich nie namaluję.