2016/10/26

The Visual Park
Poznań Strzeszynek
Galeria ABC
ul. Koszalińska 15

The Star stands on an elevation next to the place where I swam for the very first time. This was on a sweltering July afternoon in the early 1970s. I entered the lake and, in the presence of a few people who did not bother to pay too much attention to me, swam the backstroke, looking at the sky. I felt an overwhelming pleasure of free movement in the water. I distinctly recall my coming to recognise the significance and possibilities of my new movements, which offered me so much unprecedented freedom.
I came to Poznań for one day in the spring of this year. Quite by chance and to my great surprise, an hour later I found myself in Strzeszynek. I saw the same lake, the same meadows, higher trees and bushes, and a changed restaurant, where one could still vicariously recreate its interior from years before.
A telephone rang in my Portuguese home. An old friend of mine felt obliged to notify me about the death of our mutual acquaintance. I also learned that another friend of ours, by the same name, had passed away somewhat earlier. Hardly had our conversation ended when I had already sketched in my mind a design of a star against the sky. This was two weeks prior to my arrival in Poznań.
I was once commissioned a painting from the Flowers series. Once it was completed, I telephoned to say that it was ready. After a moment of silence, I heard a voice in the receiver saying: “My Mom has died”. I went back to the painting and added stars in the empty squares between the flowers. This marked the beginning of the Flowers and Stars series.
I spent the first days of 2001, full of prophesies for the new century, when nothing pointed to the confluence of events to take place soon afterwards, at the home of my friends near Bordeaux. I was taking pictures of the sun. My paintings had shifted to murals composed exclusively of stripes and large circles. Looking at a photograph of a radiant bright sphere, I decided to change the circle into a pointed star. I first cut out a simple drawing in paper and in the morning blew it up on a white wall and filled up with white, shiny paint. The house has stood there until now and one of its walls still features the White Star, but the house has for many years not been the same; it is completely different.
Everything is in a continuous state of flux. To some extent the changes can be foreseen; sometimes their direction can be changed but they cannot be forestalled completely. Reality simmers like a huge ocean of magma and creates ever new structures. Each day, at any given moment someone goes swimming for the first time in their lives or closes their eyes for the last time. We are somewhere in between.

2016/10/26

The Visual Park
Poznań Strzeszynek
Galeria ABC
ul.Koszalińska 15

Gwiazda stoi na wzniesieniu, tuż obok miejsca, gdzie po raz pierwszy popłynąłem. Było to pewnego upalnego lipcowego popołudnia, gdzieś na początku lat 70tych. Wszedłem do jeziora i w obecności kilku osób, które nie zwracały na mnie zbyt dużej uwagi odpłynąłem od brzegu na plecach patrząc w niebo. Poczułem wówczas olbrzymią przyjemność swobodnego poruszania się w wodzie. Pamiętam wyraźnie jak odkrywałem znaczenie i możliwości nowych ruchów dających tyle nieznanej mi dotąd wolności.
Przyjechałem na jeden wieczór do Poznania na wiosnę tego roku. Przypadek sprawił, że godzinę pózniej znalazłem się ku mojemu zaskoczeniu w Strzeszynku. Zobaczyłem to samo jezioro, te same łąki, wyższe drzewa, krzaki i zmienioną restaurację, gdzie wciąż przy odrobinie wyobraźni można odtworzyć jej wnętrze z przed lat.
W moim portugalskim domu zadzwonił telefon. Był to stary przyjaciel, który poczuł się w obowiązku poinformować mnie o śmierci naszej wspólnej koleżanki. Dowiedziałem się też, iż nieco wcześniej odeszła również i inna, o tym samym imieniu. Gdy kończyliśmy rozmowę miałem już naszkicowany w wyobraźni projekt gwiazdy na tle nieba. Było to na dwa tygodnie przed przyjazdem do Poznania.
Kiedyś zamówiono u mnie obraz z serii “Kwiaty”. Gdy był już skończony zadzwoniłem żeby poinformować, że jest gotowy. W słuchawce po chwili ciszy usłyszałem: umarła moja matka. Wróciłem do obrazu i w puste kwadraty pomiędzy kwiatami, domalowałem gwiazdy. To był początek serii “Kwiaty i Gwiazdy”.
Pierwsze dni roku 2001, pełne przepowiedni na nowy wiek, kiedy jeszcze nic nie zapowiadało wielkich zmian, spędzałem w domu przyjaciół w okolicach Bordeaux. Fotografowałem słońce. Moje obrazy przeszły właśnie w murale zbudowane wyłącznie z pasów i dużych kół. Mając przed oczami jedno ze zdjęć rozpromienionej jasnej kuli, postanowiłem koło zamienić na wieloramienną gwiazdę. Prosty rysunek najpierw wyciąłem w papierze, a rano powiększyłem na białej ścianie i wypełniłem białą, błyszczącą farbą. Dom wciąż istnieje fizycznie, na jednej z jego ścian wciąż jaśnieje Biała Gwiazda, jednak dom ten od wielu lat nie jest taki sam, jest zupełnie inny.
Wszystko bezustannie poddawane jest zmianom. Można je w pewien sposób przewidzieć, niekiedy nieco zmienić ich kierunek, jednak nie da się im zupełnie zapobiec. Rzeczywistość kipi jak wielki ocean magmy, tworząc nowe struktury. Każdego dnia, w każdej chwili ktoś, gdzieś płynie pierwszy raz lub zamyka oczy po raz ostatni. My jesteśmy gdzieś pośrodku.

2016/09/15

ĆWICZENIA IDEOLOGICZNE – SKOKI DO WODY
EXERCISES IN IDEOLOGY – JUMPS INTO THE WATER
curator: Robert Jarosz
10.09 – 22.09.2016

web_pamoja

KSIĘGARNIA / WYSTAWA
FUNDACJA RAZEM PAMOJA
Józefińska 9, Kraków
t: +48 123 345 678
www.facebook.com/ksiegarniawystawa
www.ksiegarniawystawa.pl/ksiegarnia.html

Jarosz: W 1992 roku przyszłość rysowała się jeszcze optymistycznie. Niedawno skończyła się zimna wojna, a Polska kąpała się w urokach wczesnego kapitalizmu. Plan Balcerowicza działał, ale szokowa terapia gospodarcza też. Mechanizmy ekonomiczne postawiły kraj na nogi, lecz wielu jego mieszkańców wyrzuciły na margines egzystencji.
Fliciński: Polska przeżywała szybką transformację, żyła w cieniu afer FOZZ, Art-B i sporów polityków o władzę, a w dawnej Jugosławii toczyła się najbardziej krwawa i okrutna wojna współczesnej Europy na tle etnicznym. Najgorsze dopiero miało nastąpić. W tym miejscu czuliśmy bezsilność, która stawała się nieznośna.
Jarosz: Powstały pierwsze obrazy z cyklu Skoki do wody, w których Fliciński – badając rytmiczne sekwencje basenowych kafelków – malował niemożliwe układy perspektywiczne. Któregoś dnia do drzwi pracowni malarza zapukał Gary Hell. Polski Iggy Pop, mityczna postać pierwszego okresu kultury punk i wędrująca ikona trójmiejskich szlaków, najlepsze lata zdawał się mieć już za sobą.
Fliciński: Byliśmy zupełnie inni i to zapewne przyciągało nas najbardziej. Każdy miał coś, czego brakowało drugiemu. Byliśmy wystarczająco naiwni, co kazało nam chcieć tworzyć, a imperatyw tworzenia wzmocniony był po obu stronach intuicją. Nasze widzenie rzeczywistości miało zupełnie abstrakcyjny charakter i każdy postrzegał ją inaczej. Mieliśmy pracownię, pożyczoną kamerę i kilka taśm, kilka płócien, magnetofon kasetowy i niewiele więcej wbrew pozorom.
Jarosz: Historia przyspieszyła. Samochód eksplodował w wieży World Trade Center, a wojna domowa w dawnej Jugosławii weszła w fazę, w której wiadra wydłubanych ludzkich oczu stały się atrybutem mody wśród bałkańskich żołnierzy. Rozpadł się Związek Radziecki. Totalitaryzmy odchodziły w przeszłość, Europa się integrowała, zaś intelektualni szalbierze głosili koniec historii. Gary Hell coraz częściej odwiedzał Jarosława Flicińskiego.
Fliciński: Był jak posłaniec z innego czasu, który wniósł do pracowni gotowy temat. Nie mieszkał wtedy u mnie; wychodził, a ja stawałem przed obrazami. Wracał co kilka dni, jadł, mył się godzinami, spał, zostawał czas jakiś, wymieniał ubranie na inne w mojej szafie i ruszał dalej. Pewnego dnia przyszedł jak zawsze. Zjadł, wykąpał się, stanął przed obiektywem na tle moich obrazów i po jakimś czasie powiedział to, co zawsze chciałem powiedzieć:
Hell: Chciałbym mieć Porsche. Chciałbym pojechać do Zakopanego na jeden dzień. Chciałbym wyjechać z Polski… na dwa… trzy dni.
Jarosz: Zimą 1993 roku wiedzeni artystyczną intuicją Fliciński i Hell rozpoczęli Ćwiczenia Ideologiczne.
Fliciński: Naszym jedynym wspólnym medium było wideo. Zaakceptowaliśmy swoje pozycje i przez to, że niczego nie graliśmy udało nam się zarejestrować coś, co dość trafnie oddaje atmosferę tamtego czasu. Mowa słów została zastąpiona mową gestów. We wszystkich pracach z Gary Hell’em, nie pojawiam się ani razu przed kamerą, tylko moje obrazy są w tle. On zastępuje mnie w sposób idealny. Marzyłem o takiej sytuacji. On gra mnie.
Jarosz: Arno Breker, naczelny rzeźbiarz III Rzeszy, który zamienił nagiego mężczyznę w narzędzie nazistowskiej propagandy, byłby załamany. Niewinne gesty zwyczajnego człowieka bez ubrania rozkładają na atomy chore rojenia o nad-człowieku i kulcie wodza. Gary Hell zdejmuje pseudopoważną zasłonę z totalitarnych gestów i rozbraja propagandę opartą na pogardzie dla ludzi. Tu nikt nikogo nie edukuje, nie przestrzega, nie mobilizuje społecznie i niczego nie manifestuje. Cytryna i bakłażan okazują się silniejsze od heil hitler.
Fliciński: Artysta ma być tylko i wyłącznie sobą. To co robi, ma być jak najbardziej autonomiczne, indywidualne i nikomu do niczego nie potrzebne. Dopiero wtedy ma szansę być autentyczny. To najlepsza lekcja, jaką mogłem sobie wymarzyć i jaką dostałem od Gary’ego. Każdy z nas stoi nad swoim basen, tyle, że ten Gary Hella jest pusty.
Jarosz: Nie tylko jego. Basen, w którym kapała się Polska też. Po skoku na główkę do pustego zbiornika przyszedł ból głowy. Po latach neoliberalnego szaleństwa zapanowała gnoza polityczna i postępuje modernizacja regresywna. Gesty i obawy sprzed dziesięcioleci stają się aktualne.
Fliciński: Przez lata unikałem powrotu do tematu Skoków, będąc niemal pewnym, że jest we mnie nadal aktualny. Nigdy nie zakładałem, że już ich nie namaluję.

2016/07/14

Muzeum Lubelskie w Lublinie
ul Zamkowa 9, 20-117 Lublin
15.07.-18.09.2016

web_lub

The exhibition “Pankiewicz and after… release of colour” is correlating with one
hundred fiftieth anniversary of the Józef Pankiewicz’s birth in Lublin. It presents the different periods of the artists’ creations through the selected works.
However foremost is conceived as reading of artist’s inheritance creative by the differentiated reception of his creative achievements. The aim of the exhibition is the show a various character of interpretation of colourful inheritance through modern artists (m.in. Leon Tarasewicz, Tomasz Ciecierski, Jacek Sempoliński, Mirosław Filonik, Jarosław Fliciński, Tomasz Zawadzki).
The exhibition is showing the permanence of coloristic tendency in Polish art, as well as the differentiated sphere of the references and reinterpretation. It conceived is therefore, out of sequence, as an attempt of understanding of Polish colorism and his value from the perspective of the contemporaneousness.

artists:Roman Artymowski, Jan Chwałczyk, Tomasz Ciecierski, Jan Cybis, Józef Czapski, Jan Dobkowski, Tadeusz Dominik, Mirosław Filonik, Jarosław Fliciński, Stefan Gierowski, Józef Hałas, Karolina Hałatek, Artur Nacht-Samborski, Józef Pankiewicz, Piotr Potworowski, Hanna Rudzka-Cybisowa, Jacek Sempoliński, Sebastian Skoczylas, Kajetan Sosnowski, Leon Tarasewicz, Zbigniew Tymoszewski, Zygmunt Waliszewski, Tomasz Zawadzki, Jerzy Zieliński (Jurry)

curator: Marcin Lachowski

www.muzeumlubelskie.pl

2016/06/29

140 BEATS PER MINUTE
MUSEUM OF MODERN ART IN WARSAW AT THE OPEN’ER FESTIVAL 2016 GDYNIA
29.06 – 02.07.2016

The “140 beats per minute” exhibition, prepared for this year’s Open’er Festival by the Museum of Modern Art in Warsaw, presents the connections between 90s rave culture and modern art in Poland.
“140 beats per minute. Rave culture and art in 1990s Poland”. The title is a reference to the number of beats per minute in classic techno music. Jacek Sienkiewicz, a pioneer of techno in Poland, whose works are presented in the exhibition, played in this tempo in the 90s. The word “rave” is used to describe dance parties with electronic music – mainly techno – that began to appear in Poland together with the political system change in the early 90s, often voicing the naive, but nonetheless authentic optimism of opening up to the world, its civilizational and technological advancement.

artists: Paweł Althamer, Rafał Bujnowski, CUKT, Marta Deskur, Sławomir Elsner, Jarosław Fliciński, Marek Kijewski/Małgorzata Malinowska (Kocur), Karolina Kowalska, Wspólnota Leeeżeć, Grupa Ładnie, Miłosz Łuczyński, Marcin Maciejowski, Joanna Małecka, Paweł Paulus Mazur, Yach Paszkiewicz, Józef Robakowski, Jacek Sienkiewicz, Janek Simon, Jacek Staniszewski, Karol Suka, Agnieszka Tarasiuk, Piotr Wyrzykowski, Robert Zając, Marcelo Zammenhoff, Alicja Żebrowska, with guest artist: Gregor Różański.

curators: Łukasz Ronduda, Szymon Maliborski

http://artmuseum.pl/en/wystawy/140-uderzen-na-minute

2016/06/14

EDWIN HAGENDOORN’s
OBSESSIONS
paintings, drawings, cartoons and music
08-12.06.2016

web_edwin

I choose not to fear my obsessions. Instead, they encourage me to explore the spaces between focus, intersest, excitement and love.

Friday, June 10th, 7.00pm exhibition
9.00pm concert
Edwin Hagendoorn: guitar, vocal, Jill Scott: guitar, vocal,
Filipe Monteiro: guitar, vocal, Mark Rooney: drums

Saturday, June 11th, 5.00pm exhibition

2016/05/26

QUAI
curated by Federico Mazzonelli
Galleria Giovanni Bonelli
via Luigi Porro Lambertenghi 6
20159 Milano
www.galleriagiovannibonelli.it
info@galleriagiovannibonelli.it
+39 02 87246945

26.05 – 02.07.2016
Opening on Thursday 26th May 7 p.m.

ERRATA
You never know where you are
CORRIGE
You’re never where you know
Giorgio Caproni: Il franco cacciatore, Einaudi 1973.

The expression quai (masculine noun in French) means dock, but also riverbank, levee,quayside.It is a border land, indicating the end of a spatial or geographic whole and at the same time it indicates the beginning of a new territory, a new horizon towards which we find ourselves directing our attention. If the quai, from a purely material point of view, offers a real and viable space, it simultaneously becomes the bearer in immagine of a liminal condition, of a process of encroachment and superimposition among the elements that lap both banks. Metaphorically we can visualise it like a boundary, an edge, a turn, a long thin piece of land, capable of opening up on both sides, sensitive to the turn of things, to the metamorphosis of form, to the possibilities of language and sense. Not only can it be intended as a privileged place, the distance by which the artist defines his way of reading reality, of giving it form, substance, dimension, but it also becomes the horizon that opens out in the work itself, a kind of trace that carries within itself simultaneously the idea of loss and the idea of contact, remembering the Benjaminian concept of “dialect image”.
Via a visual path made up of works by authors belonging to different generations and with research defined by autonomous expressive requirements, and in some cases meeting formal logics that are apparently opposites, the expression quai becomes the word through which one returns to visualise the work’s space as an essentially poetic space, subtracted from rigidity and linguistic or behavioural conventionality, a source of the possibility of sense and of one of its movements, even if only in terms of a continuous encroachment. The work becomes the custodian of a restless sign, a sign that would seem to set itself, ambiguous and continuously renewed, always beyond the same, “as compared to a technical work” as Nancy writes, “that exists for itself, possessing a function and value of its own and carrying its purposes within itself”. Thus within the gallery there is a winding path made up of places, rather than works, autonomous and together interconnected among themselves.
From the investigation on the body and identity carried out by Urs Luthi of the forms that are born from a kind of archaeology of the memory practised by Giuseppe Gallo, as cultured and humanistic in his aesthetic references as he is aware of the irreducibility of our kind; from the delicate epiphanies of the works of Eva Marisaldi that span daily life, that reveal in a play of discards and logical and emotional postponements, the unpredictability and expressive richness, to the organic and light condition of matter in its becoming image, formulated, between differences and affinities, by the works of Alessandro Piangiamore and Pier Paolo Calzolari, up to the abstract horizons of Jaroslaw Flicinski and David Simpson, as silent and suspended compared to that which surrounds them as they participate in the world thanks to all that their surfaces manage to absorb both in symbolic as well as factual terms. Forms, materials, objects, colours all therefore, end up filling and modelling this portion of space that fills our field of vision and it is through this meeting, based on a process of continual questioning of reality, that reality itself returns to being a mobile field, unhelpful, open and perpetually about to become.
Questioned on what relationship could exist between a car and a sculpture Alberto Giacometti will answer thus: “Cars, like all machines and all those objects that pre-date mechanics, have nothing in common with sculpture. Every object must be finished so that it functions or can be used. The more it is finished,
the more it is perfect, the better it will function and be more beautiful. An object that is perfected dethrones that which is less so. No sculpture will ever dethrone another sculpture. A sculpture is not an object; it is a question, a query, a reply. It can never be finished nor perfect (….). A car, a broken machine, becomes scrap metal. A Chaldean sculpture broken into four pieces: produces four sculptures, and each single part is worth the whole and the whole, like each single part, remains full of strength and actuality”.

Cit 1 int. Jean Luc Nancy in Del contemporaneo, Bruno Mondadori 2001
Cit 2 Alberto Giacometti, Scritti, Abscondita 2001

Federico Mazzonelli

Artists:

Pier Paolo Calzolari, Jaroslaw Flicinski, Giuseppe Gallo, Urs Luthi, Eva Marisaldi,

Claudio Parmiggiani, Alessandro Piangiamore, David Simpson

2016/05/02

Galeria Bielska BWA
27.04 – 22.05. 2016

3 Maja 11
43-300 Bielsko-Biała
t: +48 338125861
www.galeriabielska.pl

BB2web
2016/04/11

KRZYSZTOF MANIAK
28.03-06.04.2016

maniak_web1
.

Every day I see myself hitting the wall, bouncing back. And yet, I keep going, bending the boundaries a little with every step. I work on my own with myself. It’s quite a limitation but I discover more and more, I sink deeper into the matter. Southern dazzling Sun. Estevas on hillsides. They are the first flowers I saw here. Shiny white dots scattered negligently like stars on the open, circular sky I have observed the first night. Nearby are the cliffs. A long, hardly visible path leads to them. Fishermen often die there, they fall. So they say.

Codziennie widzę dojście do ściany, powrót. Pomimo tego, wyruszam, z każdym krokiem naginając lekko granicę.  Pracuję tylko ze sobą, to duże ograniczenie, jednak coraz więcej odkrywam, wsiąkam w materię.

Południowe oślepiające słońce. 
Na zboczach gór rosną estevy. To pierwsze kwiaty, które tutaj widziałem. Błyszczące, białe punkty, rozsypane niedbale, jak gwiazdy na otwartym, kolistym niebie widzianym pierwszego dnia.

Obok są klify. Prowadzi na nie, długa, ledwo wydeptana ścieżka. Często giną tu rybacy, spadają. Podobno.

Krzysztof Maniak

2015/12/19

publisher:BWA Galeria Miejska Tarnów
project co-financed by the Ministry of Culture and National Heritage of Poland and the Municipality of Tarnów
texts pl/eng: Nuno Faria, Jarosław Fliciński, Ewa Łączyńska-Widz, Eglantina Monteiro, Sylwia Serafinowicz
photos: family archive of Jose Humberto Mendonca de Sousa, Rita Burmester, Vasco Celio, Jorge Graca, Jaroslaw Fliciński, Konrad Pustoła
252 pages

książka_e